Krzyk rozkoszy
Historia o zagubionym, biseksualnym, chłopaku, bólu istnienia, emocjonalnej porażce i ogromnej nadziei na lepsze jutro.

Statystyka

Cytat

Nikt samotnie nie jest w stanie tworzyć całości, zawsze potrzebna jest druga połówka, która będzie uzupełniać brakujące fragmenty i sprawiać, że rozkwitniemy i narodzi się dzięki nam coś pięknego, tak jak w wypadku pozytywki.

Obserwatorzy

Twórca szablonu

Twórca szablonu

Popularne posty

Rozdział 3

||

Kolejny genialny dzień! Po raz kolejny w moim życiu nastał nowy, wspaniały, dzień, który powitał mnie tym, jakże subtelnym acz stanowczym, napierdalaniem w moje drzwi od pokoju!! „Ludzie dajcie żyć!" – Pomyślałem i leniwie podparłem się na przedramieniu, by sprawdzić, jaką to mamy już godzinę – trzecia dwadzieścia. Zaświeciłem lampkę nocną i pokierowałem w stronę drzwi wściekłe spojrzenie. Wiedziałem, że to nie może być żadne z moich rodziców, a to sprawiało, że byłem jeszcze bardziej zły.

– Co jest do kurwy nędzy?! – Powiedziałem donośnie, wiedząc, że to absolutnie nie jest godzina mojego wstawania, kiedy do szkoły mam dopiero na dziewiątą i nie musze tam 
dojeżdżać cztery godziny....

Drzwi się uchyliły i zza nich wychyliła się mała postać. Katie... W bladożółtym świetle lampki nocnej wyglądała jak porcelanowa, delikatna lalka. Widziałem, że jej oczy są 
czerwone. Jej widok sprawił, że opuściła mnie nagle cała złość.

– Co się stało słońce? – Zapytałem zmartwiony, widząc jej udręczony wyraz twarzy, który zapowiadał nagły i, prawdopodobnie, niepohamowany napad płaczu.

Dziewczynka weszła do pokoju i delikatnie zamknęła za sobą drzwi. Teraz dopiero uświadomiłem sobie, że to trochę dziwne, że nie weszła do mojego pokoju i mnie nie 
obudziła, tylko pukała do tego momentu, aż się obudzę.

– Nico... boje się spać w swoim pokoju... – Powiedziała cichutko zduszonym głosem. – Czy mogłabym spać dzisiaj z tobą?

A więc to o to chodziło... no cóż... dziewczynki tak mają. Mimo, że moja siostra miała już trzynaście lat, dalej była małym strachajłą. To w pewnym stopniu było nawet dość urocze, ale i tak byłem zły na to, że budzi mnie o trzeciej w nocy.

– No chodź tu. – Westchnąłem i pomachałem zachęcająco ręką.

Brązowooka nic nie odpowiedziała, tylko biegiem ruszyła w moim kierunku i rzuciła mi się na szyje... znowu.

– Dziękuję! – Powiedziała donośnie i szeroko się uśmiechnęła.

Właśnie w takich chwilach cieszyłem się, że nie mam typowego jednoosobowego łóżka, bo chociaż oboje jesteśmy chudzi, to byłby problem. Zgrabnym ruchem odkleiłem siostrę od siebie i oddałem jej jedną ze swoich poduszek. Kiedy położyła się obok, zakryłem nas kołdrą i odwróciłem się do niej plecami. To była jedyna mądra pozycja, a przynajmniej tak mi się wydaje. Trzynastolatka natomiast i tak mnie zaatakowała. Objęła mnie jedną ręką w pasie i szczelnie przywarła do moich pleców. Zignorowałem to, chciałem już wracać do mojej, przepełnionej erotyzmem, krainy snów, gdzie będę mógł w spokoju podsycać swoje nieokiełznane żądze, bez trzynastolatek...

– Przy tobie czuje się bezpieczna... – Wyszeptała mi do ucha i wtuliła się jeszcze mocniej.

„Ehh" – Westchnąłem i zamknąłem oczy z nadzieją, że dziewczynki rano już obok mnie nie będzie... Nie wiem skąd u mnie takie nadzieje, skoro bardzo mocno kocham swoją siostrzyczkę... Powinienem chyba być bardziej opiekuńczy w stosunku do niej, ale w sumie mam wrażenie, że i tak jest już wystarczająco mocno rozpieszczona. A poza tym, nie chce wyjść no ten... na jakiegoś pedofila, więc lepiej by było, gdyby nikt nas w taki sposób nie zobaczył...

Okazuje się, że jednak w życiu mam trochę szczęścia i Katie wyszła z mojego pokoju zanim jeszcze zdążył zadzwonić budzik rodziców, czyli gdzieś koło godziny szóstej dwadzieścia. Nie dałem po sobie poznać, że się obudziłem, więc dziewczynka wyszła i nie zwracała na mnie już uwagi. Miałem w sumie jeszcze całą godzinę snu i nie zamierzałem jej marnować. Niestety po piętnastu minutach zdałem sobie sprawę, że Nathan ma do szkoły na godzinę wcześniej ode mnie i wypadałoby, żeby się nie spóźnił...

Niechętnie podniosłem swoje zwłoki z łóżka i, ociężałym krokiem, ruszyłem w kierunku drzwi. Wyszedłem na korytarz i skierowałem się do pokoju brata, który jest niesamodzielną 
ciotą i nie ustawia sobie nigdy budzików. Otworzyłem magiczne, białe wrota do baśniowej krainy księcia Nathana i spokojnie wszedłem do pomieszczenia, które teraz raczej przypominało bardziej kryptę niż Nibylandię. Nie ośmieliłem się jednak wejść w głąb pokoju, ponieważ nie chciałem powtórki z rozrywki, z wczoraj.

– Nathan, wstawaj, bo się spóźnisz do cholery! – Powiedziałem donośnie, ale chłopak nawet nie drgnął.

Kryjówka Nathana wyglądała teraz naprawdę jak jakiś grobowiec, w którym złożyli ciało nieboszczyka i szczerze, zbyt ładnie też tam nie pachniało... Jedyne światło, jakie zdołało się tam przedrzeć pochodziło z korytarza, ponieważ nie zamknąłem za sobą drzwi, tylko lekko zostawiłem je uchylone. Podszedłem, więc do okna, aby odsłonić te, znienawidzone przeze mnie, wkurwiające do granic możliwości, rolety. Momentalnie zostałem oślepiony i odruchowo cofnąłem się krok w tył. Zahaczyłem o bok łóżka, straciłem równowagę i przewróciłem się wprost na podłogę przed nim, a kiedy leciałem zdążyłem jeszcze uderzyć ręką Nathana. Chłopak momentalnie otworzył oczy i usiadł. Runąłem na ziemie z hukiem, a dodatkowo wydałem z siebie jęk.

– Nico? – Zapytał, patrząc na mnie ze zdziwieniem. ­– Żyjesz?

– Tak, tak, to nic takiego... Postanowiłem tylko trochę sobie tu odpocząć. – Odpowiedziałem i zacząłem podnosić swój szlachetny tyłek z podłogi.

Chłopak wyglądał na zdziwionego, tak jakby nie przyzwyczaił się jeszcze, że od sześciu lat, codziennie, rano go budzę. Kiedy już podniosłem się ponownie do pionu Nath zaczął patrzeć na mnie badawczo.

– Co się tak gapisz?! Wstawaj, bo spóźnisz się do budy! – Chłopak przybrał zawiedziony wyraz twarzy.

– Ehh... a wolałbym sobie jeszcze posiedzieć i na ciebie popatrzeć... co za nuda.

Nie wiedziałem, o co mu chodzi i właśnie wtedy spojrzałem na siebie i dopiero zdałem sobie sprawę z tego, że wszedłem do pokoju tego zboczeńca, takie wczoraj nadałem mu przezwisko, w samych bokserkach.

– Zboczeniec... – Warknąłem i rzuciłem mu spojrzenie spode łba.

– Oj, daj spokój Nico... – Westchnął teatralnie i odsunął kołdrę ukazując wolne miejsce na materacu. – Wiele osób łypie na ciebie pożądliwym wzrokiem, a ich nie nazywasz zboczeńcami... – Zrobił obrażoną minę i poklepał wolne miejsce obok siebie. – Do tego to są 
nieznajomi...

Nie wiedziałem, o co, do cholery, temu chłopakowi chodzi. Czy to znaczy, że jeśli kogoś znam dłużej to mam chodzić przed nim na golasa? U mnie to chyba działa na odwrót, bo kiedy kogoś nie znam mam, co do niego mniejsze zahamowania... albo raczej w ogóle ich nie mam. W stosunku do znajomych jest zupełnie inaczej...

Brązowowłosy dalej gładził miejsce obok siebie, no, więc w końcu zdecydowałem się zaryzykować i podejść do tego nieokiełznanego człowieka... Wczoraj w szkole pokazał, na co go stać i bałem się ryzykować, że to mogłoby się powtórzyć. Już nawet nie chodzi o niego... tak, tak, jak zwykle chodzi tylko i wyłącznie o mnie... Jestem pierdolonym narcyzem.

Usiadłem, więc na jego łóżku i szczerze odczuwałem dziwny dyskomfort... Nath patrzył na mnie z dziwnym uśmieszkiem, tej irytującej, satysfakcji... Wyciągnął ku mnie rękę i momentalnie po moich plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz, jakbym bał się, że chłopak zrobi mi krzywdę. On jednak tylko pogładził mnie po włosach i delikatnie się uśmiechnął.

– Dlaczego się mnie boisz? – Podniosłem na niego zdziwione spojrzenie, wyglądał na smutnego. Tak jakbym naprawdę się go bał, a on już nie wiedział, co ma z tym dalej robić, żeby było inaczej.

– Nie boję się ciebie Nath... – Zwiesiłem głowę i westchnąłem – Boję się siebie.
To była absolutna prawda. Wiedziałem, że jestem nieobliczalny, inny i ogólnie jakiś dziwny wybryk natury. To napawało mnie strachem...

– Nieważne, co byś zrobił i tak bym nigdy nie mógł cię znienawidzić... – Uniosłem od razu głowę i zobaczyłem promienny uśmiech. – Jesteś zbyt uroczy Nico...

– Eh, ty to jednak jesteś zboczeńcem... znajdź sobie kogoś wreszcie. – Burknąłem w odpowiedzi.

– Już znalazłem. – Odpowiedział bez namysłu, a ja dosyć mocno się zdziwiłem. Nigdy bym się nie spodziewał po nim takiej odpowiedzi, zwłaszcza teraz.

– Serio? Kto to? – Zapytałem podekscytowany.

– Ty! – Powiedział donośnie i wskazał wprost na mnie palcem, a ja nie wiedziałem, co się właśnie tu odjebało.

Chłopak nie czekał długo i już po chwili przyciągnął mnie do siebie, i przewrócił na plecy. Zawisł nade mną, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić... znowu. Mocno mnie do siebie przytulił i cmoknął w czoło.

Znowu ten brązowooki przerósł moje najśmielsze wyobrażenia, co za nieobliczalna istota... Nie wiedziałem, co mu na to odpowiedzieć, a w dodatku, w głębi duszy wiedziałem, że Nathan sobie ze mnie znowu żartuje.

– Dlaczego wciąż sobie ze mnie robisz jaja? – Zapytałem obojętnym głosem, chcąc ukryć, że taka myśl głęboko mnie zasmuca i sprawia, że czuję się jak idiota.

– A dlaczego ty wciąż myślisz, że żartuje? – Odsunął się ode mnie i poważnie popatrzył mi w oczy. – Myślisz, że wszystko, co mówię jest kłamstwem? Jeśli tak, to przykro mi bardzo, ale ja mówię jak najbardziej poważnie Nico...

Nathan patrzył na mnie nieco smutnym wzrokiem, a ja jedynie pozostawałem z tak samo jak wcześniej obojętnym wyrazem twarzy. Co ten siatkarz od siedmiu boleści sobie wyobraża, mówiąc mi takie rzeczy? Że dam się nabrać? Że może sobie tak po prostu manipulować moimi uczuciami?

– Już ci mówiłem, że nie mogę być dla ciebie substytutem, nie jestem dziewczyną... – Odwróciłem wzrok i starałem się nie wybuchnąć.

– Jakim kurwa znowu substytutem?! Co ty pierdolisz? Czemu wciąż wałkujesz ten sam temat Nicolas?! – Krzyknął, a na jego twarzy malował się teraz wyraz złości. – Powiedziałem ci już coś wczoraj i naprawdę nie mam ochoty już się powtarzać! – Przycisnął mnie do łóżka, a ja po raz pierwszy w życiu poczułem strach patrząc na Nathana. Teraz dopiero zacząłem się go bać...

– Nathan, puść mnie!

– Nie, dopóki nie zrozumiesz, co do ciebie mówię!

Wisiał nade mną i patrzył z wściekłością, nie wiedziałem, o co mu chodzi, wiedziałem za to, że chciałem uciec stąd jak najszybciej tylko się da... Miałem nad sobą ogromnego faceta, z którym nigdy nie dam sobie rady. Siedział na mnie okrakiem, nie pozwalając na swobodne ruszanie nogami, a ręce przytrzymywał mi, bo bokach głowy. Byłem bez szans... Bałem się. Nathan gapił się na mnie jak na jakąś łowną zwierzynę, jakby właśnie chciał mi podciąć gardło, wypatroszyć, albo jeszcze coś gorszego.

– Skoro nie chcesz słuchać, to nie mam wyboru i muszę ci pokazać, o co mi chodzi popaprańcu! A myślałem, że jesteś dużo bardziej inteligentną osobą.

Brązowowłosy przybliżał się do mnie, a ja z przerażenia zacząłem się rzucać na wszystkie strony, byle by tylko jakoś stąd uciec. „On zrobi mi krzywdę!" Tylko to krążyło mi teraz po głowie. Czułem się jak ryba złapana w sieć... Nath nie zatrzymywał się, dalej się przybliżał, tak jakby moje próby ucieczki nic dla niego nie znaczyły. W końcu złapał mnie za policzki i starał się utrzymać w miejscu. Szybkim ruchem zgiął się do końca i wpił się w moje lekko rozwarte usta. Przeszedł mnie niesamowity dreszcz i poczułem nagły przypływ podniecenia. Nie czułem już strachu, ale miałem ochotę na więcej... odwzajemniłem pocałunek. To było zupełnie coś innego niż z Matthew. Coś, co sprawiało, że czułem... Wystarczył jeden pocałunek tego, przez długi czas niedostępnego, chłopaka, a obudziła się we mnie znów dzika i niewyżyta, seksualna bestia. Brązowowłosy delikatnie wsunął do moich ust swój język, a ja odruchowo mu go delikatnie przygryzłem. Jeśli miałbym wybierać pomiędzy krótkim, ale namiętnym pocałunkiem z Nathanem, a wieloma dzikimi stosunkami, przez ostatnie dwa lata, z nieznajomymi w klubach, to zdecydowanie wybieram to pierwsze.

To było dziwne uczucie, coś, czego, chyba, jeszcze nie czułem. Podniecenie, pożądanie, ale tam było coś jeszcze, coś, przez co poczułem dziwne mrowienie w brzuchu... Nie wiedziałem, co Nathan chciał mi przez to udowodnić. Chciał mi pokazać, że ta moja płeć faktycznie nie ma dla niego znaczenia? Albo może coś innego?

Chłopak nadal siedział na mnie okrakiem, ale teraz jeszcze delikatnie zaczął gładzić mnie po prawym udzie... w normalnym wypadku uznałbym to, jako zachętę do seksu, ale tu wiedziałem, że mój przyrodni brat nie miał tego na myśli. Kiedy zakończyliśmy naszą pocałunkową walkę o dominacje języków, Nathan wyprostował się i spojrzał mi głęboko w oczy.

– Teraz już rozumiesz ptasi móżdżku? – Zapytał spokojnie, a w jego oczach zobaczyłem zapalającą się iskierkę nadziei. Chciałem powiedzieć „Tak, wreszcie rozumiem!", ale fakt faktem nic nie czaiłem.

– Że... faceci jednak nie są dla ciebie barierą nie do przeskoczenia? – Odpowiedziałem pytaniem, wierząc, że właśnie jakimś cudem trafiłem w samo sedno sprawy. Jednak myliłem się... oj bardzo się myliłem.

– O Boże, Nicolas... – Brązowowłosy zszedł zemnie, usiadł obok, zasłonił twarz dłonią i zaczął kręcić głową z dezaprobatą. – Jednak jesteś większym debilem i ignorantem niż mi się wydawało... – Powiedział to, po czym wstał z łóżka i podszedł do szafy z ubraniami.

Chłopak ponownie stawił mnie w niezręcznej sytuacji... Najpierw siłą zatrzymywał mnie przykutego do łóżka, a teraz nazywa idiotą i wydaje się mieć mnie totalnie w dupie.

– Widocznie te twoje nocne życie wyżarło ci resztki mózgu. – Zaczął ponownie, kiedy wyciągnął ubrania. – Śmiało, teraz możesz uciekać.

Czy on jest na mnie zły? Czy zrobiłem coś złego? A ten cały pocałunek? Nie chce mnie już widzieć? O co mu chodzi? – Te wszystkie pytania przypłynęły do mnie właśnie po tych ostatnich słowach. Faktycznie byłem już wolny, mogłem uciekać... Ale jakoś nie potrafiłem podnieść się bardziej niż do siadu. Nath właśnie zaczął mnie obrażać, a nigdy wcześniej tego nie zrobił...

– Chyba masz racje... – Zacząłem cicho. – Jestem półgłówkiem... Nie rozumiem tego, co próbujesz mi przekazać Nath. I... chyba będzie dla nas obojga lepiej, jak przestaniesz mi próbować to wytłumaczyć. Skoro i tak już oboje uznaliśmy, że jestem tępy.

– Racja... nie ma sensu dalej uważać, że jesteś inteligentny Nicolas... – Odpowiedział sztywno i wskazał palcem w stronę drzwi. – No, skoro wszystko ustalone, to daj mi już spokój i idź sobie.

Posłusznie wstałem z materaca i ruszyłem w kierunku wyjścia. Pierwszy raz w życiu Nathan był dla mnie taki niemiły... więcej, on był wredny. Czy ja naprawdę jestem aż tak głupi, że nawet Nath, który spędził ze mną prawie całe życie, ma już mnie dosyć? Tego jeszcze nie byłem pewny, ale zamierzałem dowiedzieć się, o co tak właściwie chodzi. Poszedłem, więc z powrotem do swojego rajskiego zacisza, aby jeszcze na chwile się zdrzemnąć.


Droga do szkoły, bez brata, dłużyła się niemiłosiernie i była tak piekielnie nudna, niczym próba poderwania dziewicy... W sumie czułem się fatalnie, chyba nawet jeszcze gorzej niż wczoraj... Niestety musiałem iść do tego zasranego, Specjalistycznego Zespołu Karno-Opiekuńczego Łączącego Analfabetów, innej opcji nie miałem i tak to cud, że nikt mnie wczoraj nie podkablował, że zwiałem z zajęć.

„Ja pierdole..." – Zatrzymałem się prawie przed samą bramą szkoły, właśnie z czegoś zdałem sobie sprawę. „Na pierwszej lekcji mam WF!"

Teraz to naprawdę miałem duży dylemat, iść na zajęcia z panem Griffem czy znaleźć jakieś zaciszne miejsce do przeczekania tego całego burdelu... Jednakże znikanie bez powodu z lekcji nie było w moim stylu i raczej rodzice by to zauważyli, szczególnie, że mogą sobie sprawdzić wszystko w necie.

Właściwie to zapomniałem wspomnieć o tym, że Matthew przyniósł mi wczoraj wieczorem te moje, pozostawione w szkole, rzeczy... Nie wyglądał, jakby był smutny czy zawiedziony moją odpowiedzią na jego uczucia do mnie. Wydaję mi się raczej, że przyjął to nawet całkiem spokojnie. Przyszedł do mnie dosłownie na kilka minut, więc nie mogłem też się mu dokładni przyjrzeć. Szkoda, że Matt nie chodzi ze mną do klasy... wtedy mielibyśmy WF razem... a tak, to będę musiał uważać na to, co robię i co mówię... a przede wszystkim będę musiał pilnować swojego tyłka!

Nie widząc innego wyjścia, skierowałem się ku sali gimnastycznej, która, o zgrozo, znajdowała się na samym krańcu terenu należącego do szkoły. Najwidoczniej byłem za wcześnie, ponieważ drzwi do sali wciąż były zamknięte, a kilka osób z mojej klasy siedziało na ławkach nieopodal. W sumie to nawet nie pamiętałem ich imion... nie byli to ludzie, z którymi mógłbym się zadawać, dwóch chłopaków i trzy dziewczyny.

Oparłem się plecami o ścianę budynku, obok wejścia do sali, i położyłem plecak na ziemie. Nie mogłem tak stać bezczynnie i gapić się w beton, więc postanowiłem rzucić okiem na siedzące na ławkach dziewczyny. Wtedy właśnie wydało się, że jedna z nich, wysoka, szczupła brunetka, akurat też na mnie patrzy. Jestem bardzo uprzejmy, a przede wszystkim bardzo dobrze wiem, że mogę się komuś podobać, to nawet bardziej niż oczywiste, więc posłałem jej przyjazny uśmiech. Chyba ją tym zawstydziłem, albo zdziwiłem, bo momentalnie odwróciła wzrok w inną stronę. Heh... zawsze podobały mi się takie wstydliwe i niewinne dziewczyny. Były naprawdę takie mega urocze... No niestety ta dziewczyna akurat, jako koleżanka z klasy, nie miała u mnie szansy... a szkoda, bo w sumie to chętnie bym się z nią zabawił.

W chwili, kiedy o niej myślałem, wstała z ławki, zacząłem się, więc jej dokładniej przyglądać. Miała delikatne rysy twarzy, mały nosek, pełne blado-różowe usta, jasną skórę i jak na dziewczynę była całkiem wysoka, bo tak na oko miała koło metra siedemdziesięciu. Ubrana była w sumie jak zwykła uczennica mojej szkoły... No wiecie, mundurki robią swoje. Krótka, na pół uda, granatowa spódniczka i włożona w nią biała koszula, z podwiniętymi rękawami i wyszytym na piersi emblematem szkoły. Do tego ubrane miała także granatowe podkolanówki, które sprawiały, że jej nogi wydłużały się jeszcze bardziej. Miała niesamowitą figurę, idealnie kobiecą, dosyć duże piersi, szerokie biodra i tak seksownie odstające pośladki.

Nie mogłem się powstrzymać od tego, żeby nie myśleć o tym, jak mógłbym spędzić z nią, niesamowitą i upojną noc, gdzieś w jakimś zacisznym zakątku... Ta dziewczyna budziła we mnie pożądanie. Chciałem ją dotknąć, ale, jako że chodziłem z nią do klasy, nie było o tym nawet mowy... Takie już kiedyś sobie postawiłem zasady i postanowiłem się ich kurczowo trzymać... To właśnie, dlatego nie poszedłbym z panem Griffem do łóżka.

Moje rozmyślania przerwał nadchodzący nauczyciel WF-u, który na całe szczęście okazał się nie być panem Griffem. Chyba bym się naprawdę pochlastał jogurtem, albo papierem toaletowym, dokonałbym naprawdę tych cudów, gdybym miał mieć z nim WF.

– No dzieciaki, włazić do sali, mamy dzisiaj gościa. – Oznajmił nasz nauczyciel, który swoją drogą wyglądał jak stary, chudy i niski karakal z ogromnym łysym plackiem na środku głowy. Z jednej strony szkoda, że nie jest tak przystojny jak ten drugi wuefista, ale z drugiej to wole jego niż mojego przyjaciela, którego hobby polega na wyrywaniu młodych chłopców na imprezach...

Całą bandą wbiliśmy się do budynku i od razu ruszyliśmy do szatni. Oh, jaka szkoda, że nie mamy szatni koedukacyjnych... chętnie popatrzyłbym sobie na jakieś pikantne ciałka dziewczyn... szczególnie tej, która dziś wpadła mi w oko. Szkoda też, że nie mam bladego pojęcia jak ona właściwie ma na imię... Co za kurwa wstyd nie znać imion ludzi z klasy, z którymi męczysz się już właściwie drugi rok... ta czika chyba by mnie za to wyśmiała...

Przebrałem się dosyć sprawnie i oczywiście musiałem jak najszybciej zobaczyć, tak jestem ciekawskim jajem, jakiego to mamy dziś na naszych lekcjach gościa... No niestety jak to mówią: „Ciekawskie jajo długo nie żyje." I do jasnej cholery na środku parkietu stał nie, kto inny jak pan, napakowany wuefista, super macho i zaklinacz chłopięcych serc, Griff.

Stanąłem w półkroku i nie miałem odwagi wpełznąć na boisko. Właśnie wtedy za moimi plecami pojawiły się, mocno zainteresowane, tym nowym panem, dziewczyny w obcisłych, krótkich spodenkach i tak samo jak w mundurku, białej koszulce włożonej w nie.

– Jaki przystojniak! – Pisnęła jedna z dziewczyn.

– Spokojnie, on woli podrywać młodych chłopców. – Zripostowałem.

– Nicolas, czyżbyś był zazdrosny o atencje, a może chciałbyś, żeby pan nauczyciel się tobą zajął? – Zaśmiała się Valeria, z którą siedzę w ławce na Angielskim.

Dziś, wyjątkowo, nie wyglądała tak tragicznie jak zazwyczaj. Może to dzięki inaczej padającemu światłu, albo innych Boskich cudów, ale dziś wyglądała całkiem przystępnie. Jej długie, ciemnobrązowe, włosy zazwyczaj pozostawione w całkowitym nieładzie, teraz, starannie, upięte były w wysoki koński ogon, co przykuwało sporą uwagę, ponieważ ta fryzura dobitnie akcentowała jej rysy twarzy.

– Nie, nie mam takich fantazji erotycznych. – Uciąłem krótko, chociaż tak naprawdę często myślałem jakby to było bzykać się z nauczycielem na biurku.... – Ale wiesz, jeśli zrzucisz ubranie, to mogę mieć inne fantazje, bardziej realne. – Uśmiechnąłem się uwodzicielsko i lekko objąłem dziewczynę w pasie. Widziałem jak zaczęła się czerwienić, a ludzie dookoła zaczęli podnosić dziki okrzyk „UUU"

– Nie, dzięki Nicolas. Nie interesują mnie takie szumowiny jak ty. A poza tym, jesteś za mały. Wolę większych. – Oswobodziła się z mojego objęcia, mając nadzieję, że chociaż trochę mnie zgasiła. Ja jednak miałem w zanadrzu jeszcze kilka tekstów, które zgniotą ją i jej pewność siebie z powierzchni ziemi.

– No cóż Valery... To czy mały, czy duży, możesz zawsze ocenić na podstawie zajęć praktycznych, a nie, domniemanych teorii...

Widziałem, jak dziewczyna przybiera coraz to bardziej zawstydzony wyraz twarzy, więc postanowiłem jej dać spokój, chociaż zawsze bardzo mi się podobał taki grymas na twarzach bezbronnych i niewinnych dziewczątek.

– Dajcie już spokój. – Zabrała głos jakaś inna dziewczyna, która okazała się być tą samą, którą podziwiałem niespełna dziesięć minut temu. – Jak dzieci. – Pokiwała głową z dezaprobatą i głęboko westchnęła.

– Julie... a ty jak zawsze bardzo poważna. – Popatrzyła na nią spode łba. – Tylko sobie żartujemy, nie ma, co się irytować.

– To ty zaczęłaś Valeria. – Zaśmiałem się. – Ale wiesz, co do zajęć praktycznych, to ja bardzo chętnie... – Zażartowałem, poklepałem dziewczynę po ramieniu i jako pierwszy, przetarłem szlak prowadzący wprost na parkiet sali gimnastycznej.

Pan Griff, jak gdyby nigdy nic, stał sobie na środku pomieszczenia i przyglądał się jak reszta ludzi wlewa się do sali wprost za mną. Ku mojemu zdziwieniu, na jego twarzy nie malował się żaden podejrzany wyraz. Nie widziałem pożądania, obrzydzenia czy nawet złości. Pojawił się zamiast tego szeroki uśmiech, który sprawił, że połowa dziewczyn (i ja oczywiście też) wstrzymała oddech. Ten mężczyzna miał jednak w sobie to coś... Coś, co nie pozwalało spuścić z niego wzroku. Nawet to, że gościu wywoływał we mnie przede wszystkim te negatywne uczucia, to nadal miałbym ochotę się z nim trochę pobawić w kotka i myszkę.

Przez to, że miał dziś na sobie obcisły biały podkoszulek, który idealnie przylegał do jego umięśnionego torsu, mogłem poobserwować sobie coś bardzo apetycznego. Co, jak co, ale ciało to miał boskie... Aż chciałoby się przejechać językiem po całej długości jego torsu, od podbrzusza, albo może nawet niżej, aż do samej szyi...

– Witam was droga młodzieży. – Zabrał, w końcu, głos pan napakowany. – Przyszedłem tu, aby osobiście zaprosić was na zajęcia sportowe, które od tego roku będę prowadzić w tej szkole.

Czarnowłosy zakończył swoją wypowiedź i po prostu nie dało się nie słyszeć tych wszystkich pomruków zawiedzenia, że nie będzie naszym nauczycielem. Oczywiście ja cieszyłem się z takiego obrotu wydarzeń, ponieważ wydaję mi się, że dosyć rzadko bywałbym na zajęciach wychowania fizycznego.

– A jakiego rodzaju są te zajęcia? – Zapytał ktoś z tłumu.

– Lekkoatletyka, siatkówka męska oraz pływanie. – Odpowiedział na zadane pytanie i lekko się uśmiechnął. – Na całe szczęście szkoła ma swój basen i nie ma potrzeby teleportacji do jakichś innych obiektów.

– Ale skoro pan będzie teraz prowadzić zajęcia z lekkoatletyki, to co się stanie z panią MacLean? – Zadała pytanie ta sama osoba, co wcześniej.

– Z tego, co wiem, wcześniejszy opiekun zostanie przydzielony do czegoś innego, ale nie byłem specjalnie zainteresowany tym tematem, więc niczego więcej nie wiem.

Kiedy kończył mówić, zaczął badawczo patrzeć na cały rząd i przeskakiwać z twarzy na twarz, jakby czegoś szukał. No i w końcu chyba znalazł, bo zatrzymał swoją wzrokową ekspedycje akurat na mnie. No, bo przecież nie mogło być inaczej... to takie oczywiste, że szukał sobie osoby, którą musi udupić.

Jak to ja, nie zamierzałem spuszczać wzroku czy coś takiego, nie mogłem dać temu gościowi za wygraną, przecież wyszedłbym na totalną ciotę. A przecież ja musiałem być twardy i nie dać się złamać. W sumie, to twardy często jestem, zarówno w odpowiednich momentach, jak i tych, w których to zupełnie nie na miejscu... No niestety nie można być idealnym.

Spoglądałem na pana Griffa zupełnie niewzruszony, tak jakbym go widział po raz pierwszy. Natomiast on nie miał takich umiejętności, toteż wyglądał na odrobinę spiętego, tak, jakbym miał zaraz naopowiadać wszystkim dookoła o tym, że na imprezie próbował się do mnie, i do mojego tyłka, dobrać. W sumie, faktycznie, gdyby taka plotka poszła po całej szkole, to gościu miałby niemały przypał i na bank wylądowałby u dyrektora na dywaniku. Niestety ja obiecałem mu, że nikomu tego nie powiem i w sumie dobrze, bo nie chcę nikomu sprawiać aż takich problemów...

Na całe moje szczęście nasz nauczyciel rozporządził początek zajęć i pan „mam pewne upodobania, o których nikt nie musi wiedzieć" musiał już opuścić naszą wspaniałą halę, w której już od samego wejścia zaczynało kręcić się w głowie od zapachu stęchłej gumy, a zajęcia z tym starym prykiem wydawały się istną męczarnią. 


Brak komentarzy

Prześlij komentarz