Krzyk rozkoszy
Historia o zagubionym, biseksualnym, chłopaku, bólu istnienia, emocjonalnej porażce i ogromnej nadziei na lepsze jutro.

Statystyka

Cytat

Nikt samotnie nie jest w stanie tworzyć całości, zawsze potrzebna jest druga połówka, która będzie uzupełniać brakujące fragmenty i sprawiać, że rozkwitniemy i narodzi się dzięki nam coś pięknego, tak jak w wypadku pozytywki.

Obserwatorzy

Twórca szablonu

Twórca szablonu

Popularne posty

Rozdział 2

||

Otworzyłem oczy i rozejrzałem się wokoło. Obudził mnie chłodny wiatr, który delikatnie muskał moją skórę. Dalej byłem na boisku szkolnym, jednakże nie na trybunach, lecz na trawie. Leżałem na czyjejś kurtce, ale nikogo obok mnie nie było. Podniosłem się do siadu i dopiero wtedy zobaczyłem, że w moim kierunku idzie Matt. Od razu przypomniały mi się jego słowa, które spowodowały moją utratę przytomności. Czy on mówił serio? W sumie to chyba nie chcę tego wiedzieć... A mnie troszeczkę poniosło z tym, że chcę zerwać z moim dotychczasowym życiem... Muszę pogadać z Nathanem... Tylko pytanie, gdzie on teraz ma lekcje?

Matthew zbliżał się w moim kierunku, a ja nie spuszczałem z niego wzroku. Kiedy był już przede mną przykucnął obok i popatrzył mi prosto w oczy.

– Nico... To, co mówiłem... - Zatrzymał się na chwilę, a ja, nie chcąc, aby dokończył, podniosłem się na ręce, przybliżyłem do niego i złożyłem na jego, miękkich, ustach delikatny pocałunek. Oczywiście odwzajemnił go i poczułem, jak lekko kładzie swoją dłoń na moim policzku. Była zimna i taka przyjemna...

Odsunąłem się od chłopaka i także popatrzyłem wprost w jego śliczne oczka. Chciałem powiedzieć mu, że teraz wszystko będzie inaczej, że dla niego przestanę robić to wszystko, co robiłem do tej poty, ale nie mogłem... Coś w głębi mnie nie pozwalało mi zrezygnować z mojego poprzedniego życia. Wyciągnąłem dłoń i pogładziłem jego policzek. Delikatnie się uśmiechnąłem, ale on tylko patrzył na mnie, czekając na moja wypowiedź.

– Matt... Ja nie mogę. - Powiedziałem w końcu, lekko zduszonym głosem. - Choćbym chciał nie zmienię się od razu. - Zwiesiłem głowę w dół i dopiero teraz zauważyłem, że kurtka, na której leżałem należała do mojego przyjaciela.

– Rozumiem Nicolas. Jednak... ja chciałem to powiedzieć. Myślałem, że to odpowiedni moment, niestety chyba się pomyliłem. Inaczej nie straciłbyś przytomności.

– Od kiedy? – Zapytałem i poczułem, że znowu się czerwienie.

– Od kiedy tylko się poznaliśmy... – Podrapał się po karku okazując zdenerwowanie, a mnie zatkało. Nie miałem o tym pojęcia.

Właśnie w tamtym momencie zdałem sobie sprawę jak bardzo egoistyczną i samolubną mendą jestem... Tyle lat... Zawsze tylko liczyłem się ja i moja dupa. Dlaczego nie mogłem zobaczyć wcześniej tego, że Matt się we mnie durzy? Dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedział? Dlaczego jestem taki głupi? Gdyby nie to wszystko, to na sto procent nie byłbym teraz jakąś nocną łajzą szlajającą się od jednego kibla do drugiego z inną osobą. Ehh, Życie, ty cholerny śmieciu, dlaczego zrzuciłeś mi to wszystko na głowę?

– Matthew... Ja, nie miałem pojęcia. – Popatrzyłem w jego smutne oczy i wiedziałem, że jestem najgorszą zakałą świata. – Przepraszam... – Powiedziałem cicho i dostrzegłem, że w kącikach jego ust pojawił się delikatny uśmiech. 

Od razu zrobiło mi się lżej na sercu i jednym sprawnym ruchem pociągnąłem go za ramiona, tak, że wpadł prosto w moje objęcia. Uściskałem go tak mocno jak tylko potrafiłem i trzymałem tak jeszcze chwile, jakby był największą zdobyczą i nie chciałbym się nim z nikim dzielić.

– Poczekam na twoją odpowiedź Nico tak długo, jak tylko będzie trzeba.

– Dziękuję. – Odpowiedziałem i po raz kolejny mocno otuliłem go swoimi ramionami.

→ ←

Musiałem wracać na lekcje, chociaż szczerze bardzo tego nie chciałem po tym wszystkim, co już zdążyło się zażyć w ciągu jednego poranka. Od rana cały świat wokół mnie wariował, a kiedy już myślałem, że przy Matthew będzie lepiej to nie, on musiał mi dowalić jeszcze lepiej. A co tam. Jedynym, co teraz naprawdę chciałem zrobić, było porozmawianie z Nathanem. Musiałem się z nim zobaczyć jak najszybciej i dlatego poszedłem sprawdzić, co teraz ma za lekcje. 

Okazało się dziwnym trafem, że akurat ma WF i ponownie musiałem wyjść z budynku szkoły. Tym razem na szczęście nie musiałem iść na boisko, tylko na salę gimnastyczną, która była nieopodal. Wiedziałem, że za niecałe pięć minut skończy się lekcja i wszyscy wyjdą na zewnątrz trochę ochłonąć. Stanąłem, więc obok budynku, opierając się plecami o ścianę. 

Czekając wgapiałem się jak woźny przechadza się po placu zbierając suche liście, które zaczynały powoli opadać już na ziemię. Zbliżała się jesień, co prawda była dopiero połowa września, ale jednak już widać było zmiany w zachodzące w przyrodzie.

W końcu doczekałem się końca zajęć. Tak jak myślałem wszyscy spoceni faceci wylecieli na świeże powietrze żeby ochłonąć. Jednakże nigdzie nie widziałem brata. Podszedłem, więc do jednego z jego kumpli Teda, wysokiego czarnoskórego i dobrze zbudowanego chłopaka.

– Gdzie Nath? – Zapytałem, a chłopak tylko wskazał w stronę sali.

Nie czekając ani chwili dłużej podszedłem do otwartych na oścież drzwi i wszedłem do środka. Początkowo nikogo nie widziałem, ale wtedy odwróciłem się w stronę boiska i zobaczyłem jak mój brat rozmawia z tym popierniczonym, czarnowłosym frajerem. Jakoś tak wyszło, że straciłem wszelkie panowanie nad sobą i krzyknąłem do chłopaka.

– Nathanie Green, w tej chwili odsuń się od tego oślizgłego robaka! – Oboje popatrzyli zdziwieni w moim kierunku, a ja szybkim krokiem ruszyłem do przodu.

– Nico? – Patrzył z niedowierzaniem, ale nie ruszył się z miejsca ani na centymetr.
Kiedy doszedłem do nich, stanąłem pomiędzy, zasłaniając, swoją nikłą sylwetką, masywną posturę mojego brata.

– To znowu ty? –Powiedział rozzłoszczony. – Co tym razem, kolejny kochanek?

– To mój brat szmaciarzu i nie waż się do niego zbliżać! – Krzyknąłem i wtedy Nathan odsunął mnie sprzed siebie.

– Nicolas, uspokój się do cholery, co ty sobie wyobrażasz? – Popatrzył na mnie rozgniewanym wzrokiem, a mi zrobiło się strasznie przykro. Chciałem się zapaść pod ziemię. Gdyby tylko wiedział już, co ten gościu mi powiedział, to na pewno teraz nie był by na mnie taki zły... Teraz to ja wyglądałem na tego nienormalnego i chamskiego. Wszystko świadczyło przeciwko mnie.

Nie odpowiedziałem nic na jego pytanie. Wziąłem głęboki oddech chwyciłem chłopaka za nadgarstek i pociągnąłem go w stronę wyjścia. Chłopak mimo swojej złości bez słowa sprzeciwu biegł za mną. Wyglądało to mniej więcej tak, jakby zrozumiał, że coś jest nie tak i koniecznie chcę z nim o tym porozmawiać.

Kiedy znaleźliśmy się w szkolnym parku, zatrzymałem się przy jakiejś ławce i opadłem na nią zdyszany... Chyba wspominałem już, że mam słabą kondycję, także nie ma się, co dziwić. Nathan usiadł obok mnie i widząc mój niepokój chwycił mnie za rękę i popatrzył głęboko w oczy. Jego głos nie był teraz ani trochę szorstki i nie czuło się w nim złości. Za to słychać w nim było troskę.

– Co jest Nico?

– Pan Griff jest kanalią. – Odpowiedziałem najprościej jak tylko potrafiłem. – Powiedział mi dzisiaj rano, że jestem obleśnym puszczalskim i w ogóle.

Chłopak nic nie odpowiedział, ale po jego minie stwierdziłem, że chyba się zgadza z panem Griffem... Ale po prawdzie, to mogły być to tylko moje odczucia. Zwiesiłem, więc bezwładnie głowę i przetarłem zmęczone od płaczu oczy.

– Widzisz Nath... Ostatnio jak już miałem zamiar wyjść z klubu, w toalecie zaczepił mnie jakiś nachalny koleś i wiesz... chciał ten tego ze mną... – Uniosłem głowę i popatrzyłem mu prosto w oczy. Widziałem w nich zdziwienie i lekki wstręt. Nie wiedziałem tylko czy do mnie, czy do tego gościa. – Szedłem już do domu, stanowczo odmówiłem, ale gościu był dalej nachalny... Udało mi się uciec stamtąd. Jednak dzisiaj rano okazało się, że jest tu nowym nauczycielem WF-u.

– Ale skoro to on chciał cię przelecieć, a ty mu odmówiłeś... to, czemu mówi, że jesteś puszczalski? – Podrapał się po głowie i zaczął zmierzwiać swoje brązowe włosy.

No i wpadłem w kanał... O ile Matt wiedział, co robię w klubach o tyle Nathan już nie koniecznie... Jak ja mam mu do cholery to wyjaśnić? Co, mam powiedzieć, że dziś rano powiedziałem Griffowi, że gdybym nie spieszył się do domu to, by mógł mnie przeruchać?

Zastygłem w bezruchu, wydawało mi się, że nawet przestałem oddychać, a Nathan tylko wpatrywał się we mnie zniecierpliwionym wzrokiem, wyczekując na moją odpowiedź. Chciałem być z nim w stu procentach szczery, ale coś w głębi mnie nie pozwalało mi na to. Musiałem coś szybko wymyślić i zmienić temat, bo inaczej będzie kiepsko.

– Matthew powiedział mi, że mnie kocha... – Walnąłem to, co pierwsze przyszło mi do głowy. Dopiero jak to powiedziałem, zaczaiłem, że chyba ta wiadomość mogła wywołać w Nathanie jeszcze gorsze uczucia.

Chłopak patrzył na mnie w taki sposób, jakbym był kosmitą i po chwili zobaczyłem jak jego ramiona opadły w dół i ze zdziwienia rozchylił lekko swoje jędrne wargi.

– Nasz Matt? – Powiedział lekko zduszonym głosem. – To on jest gejem?

– No... – Odpowiedziałem przeciągle, sam właściwie zastanawiałem się nad orientacją seksualną mojego najlepszego kumpla. W sumie to nigdy go o to nie pytałem. I jak sobie pomyślę, że nie widziałem nic dziwnego w tym, że kiedyś tak po prostu się całowaliśmy i obmacywaliśmy tu i tam, to robi mi się głupio. To chyba przez to, że ja sam byłem inny i wsadziłem go ze sobą do jednego wora. – W sumie to nie wiem...

– Jak to? – Zapytał jeszcze bardziej zdziwiony. – Skoro ci wyznał miłość, to chyba jest homo, nie sądzisz?

– No niby fakt... w gimnazjum robiliśmy nawet kilka rzeczy, które by na to wskazywały, ale, od kiedy zacząłem imprezować Matt się zmienił... Zaczął  spotykać się z dziewczynami... – Zrobiłem zamyśloną minę i głośno westchnąłem.

– Jakich kilka rzeczy? – Popatrzyłem na niego i zobaczyłem na jego twarzy sporej wielkości rumieniec.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz wprawiłem Nathana w takie zakłopotanie... chyba popuściła mu fantazja. Prawdopodobnie pomyślał, że ja i Matthew bzykaliśmy się pewnie w jakimś szkolnym kantorku na piłki. Ehhh w sumie to by było nawet podniecające, ale jakoś nie widzę tam Matta.

Właśnie w tym momencie uświadomiłem sobie, że chyba nie odwzajemniam uczuć mojego przyjaciela... Pomyślałem sobie, że nie mógłbym się z nim przespać, to by było po prostu nieetyczne... O ile cokolwiek wie o etyce taka puszczalska kanalia jak ja.

– Całowaliśmy się, dosyć często. – Odpowiedziałem zwyczajnie, jakby nie robiło to na mnie najmniejszego wrażenia. – Trochę się dotykaliśmy, ale nic poza tym...

– Czyli nie... – Widać było, że chłopak jest zmieszany i krępuje się zapytać mnie o to wprost.

– Nie, nie uprawialiśmy seksu. – Powiedziałem prosto z mostu, tak jak miałem w zwyczaju. Po tym właśnie wiedziałem, że nie jesteśmy prawdziwymi braćmi. Nath był kompletnie inny niż ja. – Nie chciałbym z nim tego zrobić nawet teraz, jak już wiem, że jest we mnie zadurzony od gimnazjum...

– Czyli nie odwzajemniasz jego uczuć? – W jego głosie słyszałem lekko udawany smutek i tak samo delikatną nadzieję, tylko nie wiedziałem, jakiej odpowiedzi ode mnie oczekuje.

– To trudne pytanie Nath... póki, co kochałem na tym świecie chyba tylko pięć osób.

– Pięć? – Zapytał zdziwiony, jakby nie domyślił się, o kogo mi chodzi.

– Tak, tatę, moją mamę, twoją mamę, Kate i ciebie. – Ostatnie zaakcentowałem tak, by chłopak wiedział, że mówię poważnie. Po jego minie wiedziałem, że traktuje to, co powiedziałem poważnie i chyba nie było potrzeby wyolbrzymiać. – Reszta ludzi zawsze schodziła na inny plan, jeśli chodziło o waszą piątkę. Nawet mój najlepszy przyjaciel nie był w stanie wygrać z tobą czy Katie.

– Oooo... chyba zaraz się rozkleję – Powiedział z rozmarzoną miną – Ja ciebie też Kocham Nicooo... – Objął mnie ramieniem, a ja poczułem, że chyba się rumienię.

– Nathan, pamiętaj, że nie jestem w twoim typie... - Powiedziałem z chamskim uśmieszkiem

– Co masz na myśli? – Zaśmiał się i uśmiechnął szeroko.

– No... nie jestem dziewczyną... – Powiedziałem trochę chamsko, ale teraz miał za moje. Musiałem mu troszkę dokopać za rano i poczułem, że właśnie nadarzyła się najlepsza ku temu okazja.

– No wiesz ty, co... Przesadziłeś. – Odsunął mnie od siebie i pstryknął mnie w czoło. – Przeprosiłem za to przecież, a zresztą powiedziałem, że twoja płeć nie gra kompletnie roli.

Chciałbym w to wierzyć... Chciałbym móc mu powiedzieć, że wierze mu w każde jego słowo, ale po prostu wiedziałem, że Nathan nie lubi obcować z osobnikami tej samej płci, zresztą wszystkie jego dziewczyny same o tym zaświadczały. Mój przyrodni brat wolał kobiecą dziurkę niż dyndającego koleżkę z przodu.

– Tak... chciałem się odgryźć. – Odparłem już trochę smutno. Nathan naprawdę był spoko chłopakiem... gdyby on tylko... to ja... – Chyba muszę już iść. – Uciąłem krótko.

Brązowowłosy wstał z ławki i podał mi dłoń w geście pomocy. Chwyciłem ją i także podniosłem się do pionu. Zielonooki uśmiechnął się promiennie i niespodziewanie pociągnął moją dłoń tak, że zachwiałem się, runąłem na niego i wylądowałem twarzą na jego torsie. Czułem, że chłopak mnie obejmuje. Jedną ręką trzymał mnie w pasie, a drugą głaskał po głowie.

– Wiem, że specjalnie zmieniłeś temat Nico. – Odchylił mnie lekko tak, że mogłem mu spojrzeć w oczy, ale nie wypuścił mnie z objęć. – Jesteś taki słodki, kiedy chcesz zgrabnie wywinąć się od odpowiedzi.

– Ej Nath, bo jeszcze pomyślę, że na mnie lecisz i prawisz mi wszystkie te miłe słówka, żeby przelecieć mnie w pierwszym lepszym ustronnym miejscu. – Uniosłem podejrzliwie do góry jedną brew, a chłopak parsknął głośno śmiechem.

– Nico... Jak mogłeś mnie tak szybko rozszyfrować? – Zapytał i jedną dłoń, którą trzymał mnie w pasie, zsunął delikatnie na mój pośladek i lekko ją zacisnął.

To mnie zszokowało. Wiedziałem, że Nathan jest żartownisiem i tak dalej, ale nie spodziewałem się, że tak po prostu chwyci mnie za tyłek i do tego jeszcze w miejscu publicznym... Teraz już na sto procent wiedziałem, że się rumienie. Ba, byłem czerwony jak pomidor do tego jeszcze chłopak przygryzł lekko swoją dolną wargę. Serce waliło mi jak oszalałe, nie mogłem złapać oddechu i poczułem, że zaczęły mi się pocić dłonie. Zielonooki nadal trzymał dłoń na moim pośladku, a ja nie wiedziałem, co zrobić. Zacząć bawić się w jego grę czy po prostu przerwać cały ten cyrk i wrócić na lekcje?

Teraz właśnie zrozumiałem, że Nath nie wrócił jeszcze na sale... wolał być tu teraz ze mną i... tak podniecająco mnie obmacywać. Trochę się wierciłem, ale on nie wyglądał, jakby miał zamiar mnie puścić. Zamiast tego zaczął ponownie wędrować dłonią po moim udzie i pośladkach, co jakiś czas delikatnie ściskając.

Kurwa mać! – Przekląłem w myślach, kiedy poczułem jak w moich spodniach zaczyna się robić coraz to ciaśniej... Jeszcze mi tu tylko wzwodu brakowało! – Ja pierdole, i co ja teraz zrobię?! – Starałem się wyrwać z objęć brata, ale on tylko zacisnął uścisk mocniej i teraz naprawdę niebezpiecznie zbliżał się w kierunku przodu moich spodni. Jego wyraz twarzy był tajemniczy, ale chyba podobała mu się ta zabawa... miałem wrażenie, że chce się na mnie zemścić. On po prostu nie mógł nie widzieć mojego zakłopotania i panicznych prób uwolnienia się z jego uścisku.

– Nathan... – Wymamrotałem cicho i przybrałem najsłodszy wyraz twarzy, jaki tylko potrafiłem zrobić.

Stało się, zacząłem igrać z ogniem i podjąłem rzucone mi przez chłopaka wyzwanie. Chce wojny, to będzie ją mieć. Uspokoiłem się, zebrałem w sobie cały zapas energii i delikatnie, bezgłośnie, jęknąłem, kiedy po raz kolejny brązowowłosy zacisnął swoją dłoń. Miał wyraz twarzy, jakby podobało mu się, że podniosłem topór wojenny. Oparłem rękę na jego torsie i zacząłem zjeżdżać w dół, tak jak się to robi w zabawie pt. „Wymiękasz?" Zatrzymałem się na chwilę na jego brzuchu i delikatnie sunąłem, chcąc wymacać każdy z jego, dobrze zarysowanych, mięśni, które można było wyczuć pomimo koszulki. Chłopak uśmiechnął się okazując tym samym przyjemne zaskoczenie moimi poczynaniami. Jednak, kiedy chciałem już ruszyć na wyprawę w niższe rejony jego ciała coś we mnie zamarło. Nie mogłem tego zrobić... Poczułem w sobie wewnętrzną blokadę.

Nathan przybliżył się do mnie znacząco i wyszeptał mi do ucha. „Wygrałem", zachichotał tryumfalnie jak chochlik i delikatnie przygryzł moje ucho. Poczułem jak do mojego członka napływa kolejna partia wzburzonej krwi i odsunąłem się od chłopaka na bezpieczną odległość. Dobrze, że oswobodził mnie ze swoich stalowych objęć, bo gdyby nie to, to chyba bym mu teraz strzelił plaskacza w twarz. – A to bezczelna świnia. – Pomyślałem i odwróciłem się do brata plecami.

Chciało mi się płakać, ale dlaczego? Byłem niesamowicie zawstydzony tym, co się właśnie wydarzyło. Czułem, że gdybym nie miał w sobie tej dziwnej blokady, to zrobiłbym cos naprawdę niemądrego. Nie wiem czy zawstydzało mnie bardziej moje zachowanie czy mojego brata... co w nas dzisiaj wstąpiło. Jasne, był przystojny, prawdziwe ciacho do schrupania, ale to jednak wciąż Nathan... Brat... może ani trochę niespokrewniony, ale jednak coś mnie blokowało... tak jak przy Matthew, którego znałem dłużej niż kolesi, z którymi zazwyczaj sypiałem. Nie rozumiałem tego...

– Nico? – Zapytał zaniepokojonym głosem i zaczął podchodzić w moim kierunku.

Nie mogłem tam stać i pozwolić, by mnie takiego teraz zobaczyć. Zebrałem się w sobie i pobiegłem przed siebie zostawiając oszołomionego chłopaka daleko za mną. Biegłem, co sił w nogach, nie zważając na to, że wciąż trwają lekcje i tak w sumie, to powinienem teraz na nich być... Ja jednak wybiegłem z terenu szkoły i nie zatrzymując się ani razu gnałem w kierunku domu.

→ ←

Teraz, kiedy siedziałem już na skraju swojego łóżka, nie miałem wątpliwości, że postąpiłem nierozważnie... zapomniałem o tym, że w szkole wciąż miałem swoje rzeczy. Napisałem, więc do Matta, że źle się czułem, poszedłem do domu i czy on mógłby je dla mnie wziąć. Chociaż znów się dzisiaj z nim widzieć to była jedna z tych czynności, na które akurat nie miałem specjalnie ochoty.

Była ledwo godzina jedenasta, a ja już byłem w domu... sam. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Chyba jeszcze nigdy nie uciekłem ze szkoły. A nie, raz mi się z Matthew zdarzyło, że poszliśmy na wagary. Ale to było świadomie, a nie tak jak ja teraz. Zachowałem się jak kompletny debil, który nie potrafi trzymać swoich emocji na wodzy. Co ja sobie właściwie wyobrażałem? Przecież od Nathana nie ucieknę...

– Kretyn. – Powiedziałem patrząc na swoje odbicie w lustrze.

Wszystko na pierwszy rzut oka wydawało się być na swoim miejscu. Moje ciało wyglądało tak dobrze jak każdego dnia. Moja szczupła sylwetka, która wprawiała dziewczęta w zazdrość, a mężczyzn doprowadzała do szaleństwa. Ta sama twarz o delikatnych rysach. Te same brązowe oczy, które potrafiły przekupić nawet najbardziej zatwardziałą osobę i nieraz wywołać u kogoś dreszcz podniecenia. Nawet te same jasno-brązowe włosy będące w zwyczajnym nieładzie. Wszystko było takie samo, tak samo zachwycające oko i rozbudzające zmysły moich nocnych kochanków. Jednak coś się we mnie zmieniło. Właśnie, dlatego próbowałem odnaleźć różnice spoglądając zwyczajnie w lustro, wiszące w łazience. 

Byłem aż tak zdeterminowany, że zrzuciłem z siebie całe ubranie, włącznie z bielizną, żeby odszukać zmieniony element. Niestety wszystko to poszło na marne... ale przynajmniej mogłem sobie przez jakiś czas popatrzeć na coś ładnego.

To, co się zmieniło nie mogło być czymś widocznym. To ewidentnie zmieniło się coś w moim umyśle. Chciałem wiedzieć czymże to było. Ale póki, co postanowiłem wziąć gorący prysznic, by, chociaż na chwilę zapomnieć o sprawach dzisiejszego dnia. 

Kiedy tylko znalazłem się w kabinie i odkręciłem wodę, w momencie, kiedy poczułem ciepło spływające po całym moim ciele, przypomniało mi się wiele miłych chwil spędzonych w takim miejscu z moimi adoratorami. Mógłbym rzec nawet, że czułem w tej chwili ich delikatny dotyk na swojej jasnej skórze. Woda dodatkowo potęgowała moje podniecenie i nie mogłem się oprzeć. Musiałem sam się zaspokoić. W tygodniu zdarzało się to w sumie dosyć często... jak się jest hiperseksualny to, tak już się ma, chociaż nie było to tak przyjemne jak z kimś.

Moje całe ciało przeszywał dreszcz podniecenia. Miałem ochotę na więcej i więcej. Dziś jednak nie było opcji, żeby wymknąć się do klubu. A poza tym to mama by mnie chyba zabiła jeśliby się dowiedziała, że baluje w środku tygodnia. Nie chciałem jej sprawiać przez to przykrości i zmartwień, że coś jest ze mną nie tak. Dzisiaj miałem ochotę na dziewczynę, ponieważ miałem na ten dzień wystarczająco po dziurki w nosie facetów. Same dzisiaj z nimi zmartwienia. Tak czy siak nie chciałem nikogo widzieć.

Wyszedłem spod natrysku i ponownie stanąłem przed dużym lustrem. Poza mokrymi włosami nic się nadal nie zmieniło. Zajrzałem tam w sumie tylko po to, żeby się upewnić. Zawinąłem ręcznik na biodra i jak gdyby nigdy nic opuściłem pomieszczenie, nie czując żadnego skrępowania. Nie spodziewałem się, aby ktokolwiek prócz mnie był w domu. 

Spojrzałem na zegarek, wyświetlała się na nim godzina dwunasta trzydzieści, co oznaczało, że za niedługo powinna się pojawić albo Katie, albo mama. Poszedłem, więc po schodach na dół do kuchni, żeby wziąć sobie coś do picia. Jednak, kiedy wszedłem do salonu, przez który trzeba było przejść, żeby dostać się do docelowego pomieszczenia, zobaczyłem siedzącego, ze złożonymi rękami, na kanapie Nathana. Wystraszyłem się. Co on do cholery robił w domu?

– Długo zajęła ci kąpiel, czekam od prawie godziny. – Powiedział jak gdyby nigdy nic i wstał z kanapy.

Cofnąłem się dwa kroki w tył. Nie chciałem, żeby chłopak się do mnie zbliżał. Nie po tym wszystkim... a do tego stałem tu teraz w samym ręczniku.

– Nathan, proszę cię, zostaw mnie w spokoju. – Mój głos był zduszony i cofnąłem się o kolejne dwa kroki w tył.

Brązowowłosy stanął na środku pokoju i patrzył na mnie zakłopotany. Możliwe, że myślał, że się go boję. Ja jednak się go nie bałem, tylko... panicznym strachem napawało mnie to, co sam mógłbym zrobić.

– Nico, ja... przepraszam. – Zwiesił głowę. – Nie wiem, co się dzisiaj ze mną dzieje. Chyba mam jakiś gorszy dzień.

– Potrzebujesz dziewczyny... – Ośmieliłem się cicho wtrącić. – Albo raczej... kochanki. Widziałem jak chłopak rozdziera mnie wzrokiem. Chyba trafiłem w samo sedno. Prawdopodobnie Nath dawno nie zamoczył i był z tego powodu niewyżyty. – Niestety ja nie mogę być dla ciebie substytutem... Czuję się źle, kiedy patrzę na ciebie w inny sposób niż na brata... przyjaciela... Nie chcę patrzeć na najbliższych tak samo jak patrzę na wszystkich tych jednonocnych, przypadkowych kochanków. – Zakryłem twarz dłońmi. Prawdopodobnie ze wstydu... W końcu przyznałem się przed Nathanem, co robię z tymi wszystkimi przypadkowymi osobami z klubów. – Boję się tego...

No i znowu się pobeczałem... Co za frajer ze mnie. Jestem kompletną ciotą, co to w ogóle ma być? Jakaś brazylijska telenowela? Kurwa, muszę się wziąć chyba w garść i pokazać światu, że mam jaja. Ale to później, bo teraz muszę szczerze opowiadać, co się zdarzyło tamtego pamiętnego dnia.

Nathan powoli przybliżał się do mnie, a kiedy stanął naprzeciw, objął mnie delikatnie, jakbym był kruchym kawałkiem starego papieru, który zaraz miałby się rozlecieć na miliony małych kawałeczków. Nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy, chociaż wiem, że pewnie było w nich pełno współczucia i troski. W końcu byłem młodszy i musiał mnie, choć trochę wspierać.

Chciałem odwzajemnić jego uścisk, ale wtedy oczywiście musiało się coś wydarzyć! Ręcznik zsunął się z moich bioder i opadł na podłogę. Od razu odsunąłem się od chłopaka, podniosłem go i nieudolnie próbowałem zasłonić się z powrotem.

Zielonooki momentalnie wybuchnął śmiechem. Tak... śmiać to on się umie z cudzego nieszczęścia. Za to ja nie jestem wyrozumiały aż do tego stopnia. Chwyciłem ręcznik zwinąłem go w „marchewkę" i z całej siły pacnąłem chłopaka w bok, na co ten lekko się skulił, a zaraz po tym uciekłem na górę do swojego pokoju. Biegnąc po schodach dalej słyszałem jak chłopak pęka ze śmiechu. Brzmiał tak, jakby zaraz miał wypluć płuca. Widocznie wciąż bawiła go ta cała sytuacja. W sumie miał rację. Było to dosyć zabawne...

– Zboczeniec! – Krzyknąłem za sobą na odchodne.

– Dla ciebie zawsze! – Odkrzyknął przez śmiech.

– Wal się!

Jednakże tamtego dnia resztę czasu spędziłem samotnie w swoim pokoju rozmyślając, nad tym, jakim jestem idiotą i kretynem... nie mogłem doczekać się weekendu. Wreszcie będę mógł się trochę pobawić i zapomnieć o całej tej cholernej szopce z przyjacielem, który wyznaje mi swoje, długo skrywane, uczucia i bratem, który jak gdyby nigdy nic mnie obmacuje! Istne wariatkowo!!





Brak komentarzy

Prześlij komentarz