Otworzyłem oczy,
kiedy usłyszałem, ten jakże wkurwiający, budzik w telefonie, który ma w
zwyczaju, co rano zawracać mi dupę... Chuj by to strzelił, ale no ukryć
się nie da, dzisiaj jest poniedziałek i trzeba zwlec zwłoki z łóżka.
Jakie to życie jest piękne.
Niestety wybiła godzina
szósta rano i teraz wypadałoby obudzić Nathana, który nigdy nie ustawia
sobie budzika. Zawsze do późna siedzi w szkolnym klubie siatkówki, w
którym jest kapitanem i wraca bardzo zmęczony. Naprawdę podziwiam go za
jego ciężką pracę. Ja nie mógłbym tak często uprawiać jakiegoś sportu,
bo zawsze po czymś takim męczą mnie niemiłosierne zakwasy i nie mogę
chodzić.
Nathan to mój
przyszywany, starszy o rok, brat. Moja mama zmarła, kiedy miałem sześć
lata i jakoś niedługo potem tata poznał Vanesse, moją macochę, która
także miała syna. Od samego początku ich polubiłem, Vanessa zastąpiła mi
mamę, a dzięki Nathanowi nie czułem się już tak samotnie.
Wyszedłem, więc ze
swojego pokoju, zszedłem po schodach na parter i skierowałem się w
stronę pokoju Natha. Lekko uchyliłem drzwi i wszedłem do środka. W
pomieszczeniu panował mrok, ponieważ chłopak na noc zawsze zaciągał
rolety, które prawie w ogóle nie przepuszczały światła. Ja nie lubiłem
czegoś takiego. Zamiast tego miałem w pokoju czerwone zasłony, które
rano, dzięki słońcu, zamieniały pomieszczenie w takie klimatyczne i
przyjemne miejsce, że aż nie chciało się wstawać z wyrka. Najbardziej
doceniałem je w niedzielne poranki, bo akurat z piątku na sobotę jestem
na imprezach, a w niedziele wracam nad ranem i padam na twarz.
Odsłoniłem
rolety i od razu pokój został zalany światłem. Popatrzyłem na twarz
zielonookiego i już widziałem, ten jego słodki, wyraz niezadowolenia.
Uchylił powieki i lekko podniósł się na jednej ręce, by na mnie
popatrzeć. Kołdra zsunęła się z jego torsu tak, że mogłem zobaczyć jego,
idealnie zarysowane, mięśnie.
No nie ukrywam
tego, że mój braciszek, to niezły towar i najchętniej bym się z nim
przespał i to nawet teraz, zaraz. Problem tkwi jednak w tym, że on nie
chce mnie w ten sposób... Jestem tylko kochanym i uroczym braciszkiem, a
poza tym nie pozwalają mi na to moje zasady.
– Nicolas? Już rano? – Powiedział jakoś rozczarowany i głęboko westchnął, przecierając przy tym oczy.
– No niestety, wstawaj leniu. – Klasnąłem w dłonie i zachichotałem przyjaźnie.
– No nie bądź taki... – Powiedział przeciągle, położył się z powrotem i założył na głowę jedną ze swoich poduszek.
"Ehh"– Westchnąłem i
podszedłem do jego łóżka. Sprawnym ruchem ściągnąłem z jego głowy
poduszkę, ale zaraz zostałem za to ukarany. Chwycił za moją rękę i
pociągnął, tak, że spadłem na jego tors. Od razu obrócił mnie w bok i
mocno przytulił.
– Teraz, za karę, Nicuś będziesz moją przytulanką. – Mruknął przeciągle.
– Co ty robisz Nath? Chcesz żeby brali cię za małe dzie...
W tym momencie
przerwałem czując, że jego ręka zsunęła się na moje udo, a ponieważ
miałem na sobie tylko bieliznę, która robiła za moją piżamę, doskonale
czułem ten dotyk na swojej skórze. Przeszedł mnie dreszcz podniecenia i
gwałtownie przełknąłem ślinę. Nie miałem odwagi się ruszyć, więc razem z
szybkim biciem serca, czekałem na dalszy rozwój akcji. Chłopak znów
ruszył ręką, ale tym razem w stronę mojego brzucha. Poczułem na swojej
szyi jego oddech i usłyszałem jego zniżony głos.
– Nico, jesteś taki
uroczy... – Zachichotał i uwolnił mnie z uścisku. - Jaka szkoda, że
jesteś chłopakiem... - Dodał rozczarowany.
Poczułem nagły
przypływ gorąca, zacząłem dostawać jakiś dziwnych drgawek i już po
chwili nie mogłem opanować, tego nagłego przypływu gniewu. Jak on do
jasnej cholery mógł powiedzieć mi coś takiego!!? Palant! Skończony
dureń!
Zerwałem się z łóżka
brata i pobiegłem w stronę drzwi. Wybiegając rzuciłem mu jeszcze, na
odchodne, „Skończony cham i debil!" i już byłem z powrotem w swoim
pokoju. Z mocno bijącym sercem usiadłem na skraju łóżka i delikatnie
położyłem dłoń na torsie. Czułem, że pali mnie całe ciało.
– Dlaczego mi to
powiedział? Aż tak bardzo mnie nienawidzi? – Zapytałem się, sam siebie,
czując napływające do oczu łzy. – Przecież bardzo dobrze wie, że
chciałbym być dziewczyną!
Opadłem plecami
na posłanie i chwyciłem jedną z poduszek, by zasłonić sobie nią twarz.
Zawsze czułem, że skóra mężczyzny do mnie nie pasuje, od kiedy już byłem
mały chciałem być dziewczyną. Może i wydawałoby się, od razu, że jestem
gejem, ale prawda jest troszeczkę inna. Jestem biseksualistą, podobają
mi się dziewczyny, ale równie chętnie spoglądam na facetów... jestem
żałosnym odmieńcem.
O mojej orientacji wie
tylko mój przyjaciel oraz Nathan, który kiedyś widział mnie całującego
się na jednej imprezie z chłopakiem. Oczywiście musiałem mu od razu
wszystko wytłumaczyć... Zwykle wygląda to tak, że jeżeli komuś się
podobam, to idę z nim do łóżka... Jestem chory, co nie? Tak, jestem
hiperseksualny i bardzo dobrze mi z tym, bo lubię seks.
– AAAAA!!! – Krzyknąłem na całe gardło, czochrając swoje włosy.
Usłyszałem pukanie do
drzwi i po chwili do pokoju weszła brązowowłosa dziewczynka. To była
Kate, moja trzynastoletnia siostra. Vanessa i mój tata nie szczędzili
czasu i już, kiedy miałem pięć lat, ona przyszła na ten świat.
– Nico, coś się stało? –
Zapytała zatroskanym głosem, spoglądając na mnie i podchodząc bliżej. –
Akurat przechodziłam i usłyszałam twój krzyk.
– Kate, słoneczko ty moje... Chodź przytul smutnego braciszka. – Spojrzałem na nią błagalnie.
Popatrzyła na mnie
trochę dziwnie, ale podbiegła do mnie, rzuciła mi się na szyję
przewracając nas w tył na łóżko i dała całusa w policzek. Przygniatała
mnie do posłania i głaskała po głowie. Nie rozumiałem, co się dzisiaj
dzieje z tym moim rodzeństwem... O ile z Nathanem bym mógł jeszcze
spróbować, bo to przyszywany brat, to z Kate nie było by mowy. Nie dość,
że ma zaledwie trzynaście lat, to jeszcze jest moją rodzoną siostrą. No
może z innej matki, ale jednak ojciec ten sam... Czułem się trochę
nieswojo, ale jednak przytuliłem dziewczynkę do siebie.
– Kocham cię. –
Wyszeptała mi do ucha i dała kolejnego całusa. – Zawsze będę cię kochać
Nico. – Zaśmiała się lekko i wypełzła z moich objęć.Uśmiechnęła się dość
dziwacznie i wyszła z mojego pokoju.
O co, do jasnej
cholery, dzisiaj chodzi? Zwariuje chyba. Pomyślałem, że gorzej już
dzisiaj być nie może i poszedłem się ubrać. Niestety w mojej szkole
obowiązywały mundurki, więc wciągnąłem takowy na siebie i postanowiłem
zejść na dół, na śniadanie. Zszedłem do kuchni, gdzie przy stole
siedziały już obie gwiazdy, dzisiejszego poranka. Unikałem kontaktu
wzrokowego, więc popatrzyłem na Vanesse, która przygotowywała śniadanie.
– Hej mamo. – Podszedłem do niej i, jak co rano, dałem buziaka w policzek.
– Dzień dobry Nico. Co dzisiaj tak późno zszedłeś? Zwykle jesteś tu, jako pierwszy.
Nie miałem siły, aby
odpowiadać na to pytanie, więc westchnąłem i wzruszyłem ramionami. W
końcu nadszedł czas, by usiąść przy stole, zaraz obok zielonookiego. Nie
mogłem na niego spojrzeć. Mimo że już nie czułem, w stosunku do niego,
złości, to teraz ogarnęło mnie niesamowite zawstydzenie. Na domiar
złego, spowodowane moim własnym zachowaniem. Usiadłem obok chłopaka i
wlepiłem wzrok w stół.
– Nico, idziemy dzisiaj z Tedem pograć na boisko, chcesz iść z nami?
Usłyszałem głos Natha.
Brzmiał jakby był trochę skrępowany, ale dla mnie liczyło się to, że
próbował nawiązać ze mną, jakikolwiek, kontakt. Szczerze, to wolałbym,
żeby mnie przeprosił, ale uznajmy, że to są przeprosiny w jego stylu.
– Sorki Nath, ale sport, to nie moja bajka... – Odpowiedziałem obojętnie.
Chciałem pokazać mu, że
nie jestem na niego zły, za tamto, ale chyba nie wyszło, bo kiedy na
niego spojrzałem, dostrzegłem na jego twarzy przygnębienie.
– Nicuś, dlaczego wcześniej krzyczałeś? – Zapytała Kate
Spojrzałem na nią i
widziałem ten chamski, perfidny uśmieszek. Ta mała bestia miała jakiś
plan i ja dobrze o tym wiedziałem. Pewnie zauważyła, że ja i Nath
zachowujemy się dziwnie i postanowiła z nas wyciągnąć, o co chodzi...
Ale ja tak łatwo się nie dam, musiałem wymyślić jakąś wspaniałą bajeczkę
na zastępstwo.
– Uderzyłem się, o
kant łóżka, w mały palec u stopy. – Powiedziałem, a moja twarz przybrała
wyraz bólu. Doskonale znałem, to uczucie, więc bez problemu mogłem
sobie przypomnieć jak, bardzo, to boli. Dodało mi to oczywiście
wiarygodności.
– Ojej! -
Powiedziała donośnie Vanessa. – Nic ci się nie stało kochanie? –
Zapytała troskliwie i przeczesała moje brązowe włosy.
– Nie... –
Westchnąłem i kątem oka popatrzyłem na Nathana. – Ale było blisko. –
Dodałem złośliwie, żeby jednak, trochę, dokopać bratu.
Wstałem od
stołu, udałem się do swojego pokoju, wziąłem torbę z książkami i
zszedłem jak gdyby nigdy nic, na dół. Chociaż byłem jednym wielkim
człowiekiem balangą, to mimo wszystko nie zaniedbywałem nauki. Wszyscy
zawsze zastanawiali się jak to robię, ale ja nie mam żadnego specjalnego
sekretu... To tak po prostu jest. Siądę na godzinkę do książek i już
wszystko umiem... „Widocznie pisane mi życie naukowca..." Pomyślałem i
głośno parsknąłem śmiechem. Ja i naukowiec? Te dwie rzeczy są
niekompatybilne, nie ma nawet takiej opcji!
Stałem w
przedpokoju i czekałem na Natha, który jakimś bezczelnym prawem wciąż
siedział najlepsze w kuchni. Minęły dwie minuty i już straciłem
cierpliwość... „Co on sobie wyobraża?" Pomyślałem i podszedłem w
kierunku pomieszczenia.
– Ej Nath, ile mam
jeszcze na ciebie czekać? – Zapytałem, a chłopak odwrócił się w moim
kierunku jak oparzony. Widocznie nie spodziewał się mnie, a to dziwne,
bo zawsze chodzimy razem do szkoły.
– Nico! - Rzucił donośnie. – Czemu nie poszedłeś jeszcze?
– Co? Przecież zawsze chodzimy razem... O co ci znowu chodzi Nath?
– O nic, ale... –
Odrzekł zawstydzony i od razu wstał z krzesła. – Idę po plecak, poczekaj
jeszcze chwilę. – Jak powiedział tak zrobił i już po chwili wrócił ze
wszystkim, czego potrzebował. Nie mogłem ogarnąć, o co mu chodzi, ale
najwyraźniej myślał, że dalej jestem na niego obrażony, czy coś w ten
deseń...
Wyszliśmy z domu
i od razu odetchnąłem z ulgą. Poczułem się taki wolny i szczęśliwy, jak
czuję się na najlepszej bibie, gdzie alkohol leje się strumieniami i
człowiek zapomina o wiążącym go stresie dnia powszedniego. Spojrzałem na
Nathana i jakoś tak dziwnie zaczęła bić od niego aura przygnębienia.
Musiałem się przed tym bronić, bo inaczej chłopak spierdoliłby mi cały,
ten jakże piękny, dzień. Przybliżyłem się nieznacznie i na zaczepnego
szturchnąłem go biodrem.
– Ej bracik, coś
taki smutny? - Zagadnąłem, a on po raz kolejny odwrócił się zdziwiony. –
Co wam dzisiaj wszystkim jest... Najpierw ty, potem Kate... Wariatkowo
dziś od samego rana.
– Czuje się głupio przez to, co dzisiaj rano ci zrobiłem Nico... Poczułeś się pewnie mega źle.
– No... tak, bardzo
źle. – Odrzekłem, a on zrobił się jeszcze bardziej markotny. – Ale, to
nie z tego powodu, że mnie obmacywałeś, bo to mi się podobało...
zresztą, przecież mnie znasz. Chodziło tylko o to jedno zdanie: „Jaka
szkoda, że jesteś chłopakiem...". - Westchnąłem. – Tu właśnie leży pies
pogrzebany, mój drogi Nathanie. Nic na to nie poradzę, że jestem
facetem... i to jeszcze jakimś wybrykiem natury – biseksualnym.
Zielonooki wlepiał
we mnie te swoje piękne patrzałki z niedowierzaniem i widać było, że nie
bardzo wie, co ma powiedzieć. W końcu powiedziałem, między wierszami,
że podobało mi się, jak mnie obmacywał.
–
Przepraszam... To, że jesteś chłopakiem nie ma nic do rzeczy. Nie
chciałem cię urazić. Zawsze gadałem głupoty... Ty zresztą też – Zaśmiał
się i poklepał mnie po plecach. – Na przykład teraz, chyba nie myślisz,
że dam się nabrać, że na mnie lecisz, co Nicolas?
– Nie no coś
ty... – Odpowiedziałem już przygaszony. „Co za idiota" pomyślałem i nic
już więcej nie chciałem mówić na ten temat. Za to Nath zaczął wreszcie
zachowywać się jak zazwyczaj i gadał jak najęty o byle gównie, o którym
nie chciało mi się nawet słuchać. I tak właśnie zleciała nam, ta jakże
urocza, podróż do naszego wspaniałego liceum. Ja nic nie mówiłem, ale za
to myślałem o tajemniczym facecie, który próbował do mnie podbić
sobotniego wieczoru, kiedy akurat wracałem do domu... Nie chciałem
przedłużać swojego pobytu na tamtej, dosyć przeciętnej, imprezie, więc
olałem gościa. Chociaż było to wbrew mojej zasadzie, „Kiedy ktoś się
tobą zainteresuje, ty także się nim zainteresuj, płeć nie gra roli." W
normalnych okolicznościach pewnie poszedłbym z nim do łóżka, ale cóż.
Jego strata.
→ ←
Stałem na
szkolnym korytarzu, opierają się plecami o ścianę, czekając na
rozpoczęcie pierwszej lekcji. Myślałem, że dzień będzie dobry, skoro
jest taka ładna pogoda, a jednak tak bardzo się myliłem... Kiedy
wszedłem na teren szkoły zobaczyłem tego kolesia... okazało się, bowiem,
że jest on naszym nowym nauczycielem WF, a przynajmniej tak
powiedziała mi jedna z koleżanek z klasy, kiedy ją zapytałem, kto to
jest. Jedno, co na pewno wiedziałem to to, że od dzisiaj będzie się on
opiekował klubem siatkówki... Szczerze nie bardzo mi się to uśmiechało.
Skoro już wiedziałem, że jest homo czy coś takiego, to bałem się, że
będzie próbował coś podbijać do mojego Nathana. Jednakże chyba nawet
bardziej przerażające było to, że mógłby, na oczach wszystkich ludzi,
zarywać do mnie... Przecież w końcu nikt, prócz dwóch osób, nie wie o
moich seksualnych upodobaniach czy nawet balangowym trybie życia.
Nauczyciele dali by sobie rękę uciąć, że cały weekend spędzam przed
książkami i zakuwam, a tak naprawdę szlajam się po klubowych kiblach w
poszukiwaniu cielesnych doznań. Nie wstydziłem się tego, ale uważałem,
że nie musi wiedzieć tego cała szkoła...
Stojąc pod ścianą
w myślach modliłem się, żeby go dzisiaj nie spotkać, zwłaszcza, że on
nie widział mnie w ciemnym pomieszczeniu, ale w bardzo dobrze
oświetlonej toalecie, co znaczy, że bardzo dobrze pamięta mój wygląd...
Na moje nieszczęście gościu nie był nawet pijany...
– Nicolas, pomógłbyś
mi przynieść słowniki z biblioteki? – Odezwał się spokojny kobiecy
głos, po którym poznałem, że to moja wychowawczyni.
– Oczywiście. –
Odpowiedziałem zanim jeszcze zdążyłem podnieść wzrok, ale kiedy już to
zrobiłem odrobinkę pożałowałem. Za plecami ślicznej pani wychowawczyni
stał ten typ. Patrzył na mnie ciekawym wzrokiem, jak bym był jakimś
eksponatem w muzeum... albo może nowym modelem dildo w sex-shopie?
Trochę mnie to speszyło, więc zajrzałem prosto w oczy młodej
nauczycielki, które były tak niebieskie jak woda na Malediwach. „Chyba
się zakochałem" – Pomyślałem i podrapałem się nerwowo po nosie.
– Jakie słowniki mam przynieść? – Zapytałem, nie odwracając przy tym wzroku.
– Wyrazów obcych. –
Odpowiedziała krótko i odwróciła się w stronę mężczyzny. – To jest pan
Griff, nowy wuefista. – Uśmiechnęła się do niego słodko i już wtedy
wiedziałem, że jej się podoba... Oh jakże mi przykro pani Bell, on woli
młodych, osiemnastoletnich, chłopców.
W duszy
umierałem ze śmiechu, ale moja twarz dalej pozostawała kamienna.
Odruchowo odpowiedziałem: „Dzień dobry" ale nie chciałem się zbytnio
spoufalać, ponieważ wtedy ten typ mógłby pomyśleć, że mnie z kimś
pomylił.
– Pan Griff pomoże
ci przenieść te wszystkie słowniki, które zostawiłam na dużym stole w
bibliotece na piętrze. – Powiedziała z jeszcze większym uśmiechem,
pewnie na myśl, że za niedługo zobaczy go ponownie...
Dreszcz
przeszedł po moich plecach. Ja i ten typ? Ramie w ramię, po książki dla
mojej ukochanej pani Bell? Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, więc tylko
kiwnąłem głową na znak zgody... no, bo przecież, co innego mógłbym
zrobić w takiej sytuacji? Ruszyłem z miejsca, a pan Griff poszedł za
mną. Chwile szedłem przodem, ale nieco przyspieszył i szliśmy równo. W
tamtym momencie rozległ się dzwonek na lekcje i kiedy wchodziliśmy po
schodach na piętro już nie było nikogo, kto mógłby podsłuchiwać, na
korytarzu.
– A więc chodzisz do liceum... – Zaczął niepewnie rozmowę.
– A więc jest pan
nauczycielem wychowania fizycznego, który wyrywa chłopców w klubowych
kiblach? – Zapytałem mega chamsko, tak, że aż było mi głupio. Jak mogłem
rozpocząć w ten sposób?
– Cenie sobie twoją
szczerość... – Zaśmiał się przyjaźnie. – Mam pewne upodobania, ale chyba
nikt nie musi o tym wiedzieć, prawda?
– Prawda, a zresztą i
tak nikomu bym o tym nie powiedział... Kogo to w ogóle interesuje? –
Odpowiedziałem spokojnie i zacząłem wdrapywać się po stopniach trochę
szybciej.
Nagle poczułem dosyć mocny uścisk na moim nadgarstku i zatrzymałem się w połowie schodów, patrząc na twarz Griffa.
– Wiesz, wtedy w tym
klubie... myślałem, że jesteś mega łatwy, dlatego do ciebie zagadałem. –
Powiedział trochę zakłopotany. – Jednak, kiedy mi odmówiłeś zrozumiałem
jak bardzo się myliłem... przepraszam. – Popatrzył wprost w moje
brązowe oczy, a mnie zamurowało.
– Nie ma pan, za co
przepraszać... gdyby nie to, że była trzecia w nocy i spieszyłem się do
domu, to z miłą chęcią bym się z panem przespał... – Uśmiechnąłem się
uwodzicielsko.
Teraz to on stał
jak wryty. Chyba go zaskoczyłem taką odpowiedzią, ponieważ poczułem jak
jego mocny uścisk rozluźnia się, by w końcu oswobodzić mój nadgarstek.
– Nie pan pierwszy i
nie ostatni jest zaszokowany tym, że nie jestem molem książkowym... A
dodatkowo mam tak bogate życie seksualne... Wie pan, jeśli nie był by
pan moim nauczycielem, to z miłą chęcią bym się oddał w pańskie ręce.
Jednakże pana stanowisko całkowicie zmienia postać rzeczy.
Mężczyzna wpatrywał się we mnie dziwnym wzrokiem, jakbym popełnił jakąś zbrodnie.
– To obrzydliwe... – Uciął krótko. – Jak można być taką puszczalską szumowiną?
– Lubię seks, nie
ważne czy z kobietą, czy mężczyzną, to tyle w temacie. – Powiedziałem i
ruszyłem dalej w kierunku biblioteki, skąd wzięliśmy książki i, już
teraz bez słowa, udaliśmy się do sali, pod którą jakiś czas temu
czekałem na rozpoczęcie lekcji.
→ ←
Myślałem, że nie
będzie mi przeszkadzać to, co powiedział mi pan Griff, ale jednak
trochę mnie to zaczęło uwierać... Nigdy nie pomyślałbym sobie, że jestem
obrzydliwy... Zawsze przecież tylko słyszałem, że jestem uroczy, słodki
czy przystojny, a tu coś takiego. Zaczęło mnie wtedy nękać pytanie czy
ja naprawdę jestem postrzegany w taki właśnie sposób.
Lekcja
angielskiego dobiegła końca równie szybko jak mój ostatni stosunek z
pewną czarnowłosą dziewczyną kilka dni temu, która doszła ledwo po
pięciu minutach. To było naprawdę słabe, ale cóż ja mogłem na to
poradzić? Jedno, co wiem to, że nic z lekcji nie zapamiętałem. Było to,
co najmniej smutne, bo będę musiał się więcej nauczyć... Tak poza tym,
to nie chciałem myśleć o tym gościu, a on tak perfidnie wlazł z
buciorami w moją cukierkową i beztroską krainę. Kiedy zadzwonił dzwonek
na przerwę prędko wyszedłem na korytarz i tak samo szybko wyleciałem na
szkolne boisko. Nie wiem, dlaczego, ale czułem się bardzo zestresowany i
rozbity. Musiałem jak najszybciej zapalić. W tym celu udałem się na
trybuny, usiadłem na krzesełku i już po kilku chwilach zaciągałem się
antystresowym dymem. „O co chodzi?" Zapytałem się sam siebie i wziąłem
kolejnego bucha.
– Coś się stało? –
Odwróciłem się szybko w kierunku, z którego dobiegał głos i zobaczyłem
dosyć wysokiego blondwłosego i dobrze zbudowanego chłopaka.
– Matthew... – Powiedziałem przygnębiony. W końcu spotkałem kogoś, komu mogłem się wygadać.
Matthew był moim
najlepszym przyjacielem, znaliśmy się od dzieciaka. Poznaliśmy się w
podstawówce, kiedy obronił mnie przed chłopakami, którzy mnie
prześladowali za to, że miałem dziewczęcą twarz... Od tamtej pory
byliśmy nierozłączni i pomagaliśmy sobie w trudnych momentach życia.
Chłopak usiadł na krzesełku obok mnie i spojrzał głęboko w moje oczy.
– Co się dzieje
słoneczko? – Zapytał ponownie, ale tym razem z troską i pogładził mnie
po policzku. Westchnąłem ciężko i chwyciłem jego dłoń. Była taka
delikatna i miękka. Od razu poczułem się bezpiecznie.
– Nowy wuefista powiedział mi, że jestem obrzydliwy... i łatwy. – Odpowiedziałem cicho i oparłem głowę na jego ramieniu.
– Co takiego? –
Podniósł się jak poparzony. – Dlaczego powiedział ci coś takiego?! –
Krzyknął zdziwiony i z wyraźnym grymasem złości. – Chyba nie powiesz mi,
że się do niego kleiłeś? Nico to nie w twoim stylu ganiać za
nauczycielami! – Krzyczał na mnie, a ja poczułem się odrobinkę urażony,
że pomyślał, że chciałem go zaliczyć i to na terenie szkoły...
– Matt, nie bądź
głupi! Nic nie robiłem, to on w sobotę kleił się do mnie w klubie i
chciał się ruchać, a ja mu odmówiłem. Tylko, że dziś się okazało, że
jest nowym nauczycielem! –Zakończyłem donośnie i zwiesiłem bezradnie
głowę.
– Ale skoro mu odmówiłeś, to, dlaczego powiedział, że jesteś łatwy?
– Powiedziałem mu,
że gdybym wtedy nie spieszył się do domu to chętnie bym to z nim
zrobił... a on powiedział, że nie wie jak można być taką puszczalską
szumowiną. – Podparłem głowę ręką i zacząłem nerwowo bawić się zamkiem
od swojej bluzy.
– Co za świnia...
najpierw chce żebyś się z nim przespał, a później cię obraża. – Usiadł z
powrotem na krześle i pogłaskał mnie po czuprynie. To było takie
urocze, kiedy złościł się za mnie na kogoś i mnie pocieszał... – Jesteś
najsłodszym stworzeniem na ziemi Nico... nie pozwól, żeby ktoś mówił
inaczej. – Pogładził mnie jeszcze po policzku, a następnie mocno
przytulił.
Zastanawiałem się
nad tym wszystkim i w końcu nie doszedłem do żadnych wniosków. Chciałbym
się dowiedzieć, co naprawdę sądzą o mnie ludzie. Ludzie, którzy nie są
moimi przyjaciółmi, tylko patrzą gdzieś z boku. Wiadomo, że gdybym
zapytał Matthew, Nathana, to każdy mi odpowie, że jestem słodki i czym
ja się w ogóle przejmuję. Co zresztą za różnice robi mi jeden opryskliwy
gość w tą czy w tamtą. Jednak było w panu Griffie coś takiego, że byłem
skłonny uwierzyć, że moje zachowanie jest trochę obrzydliwe... Nie
chciałem jednak teraz dłużej zawracać sobie tym głowy i do końca dnia
postanowiłem już o tym nie myśleć. Tak czy inaczej po powrocie do domu
czeka mnie sporo nauki... niestety zaczął się nowy tydzień.
– Dzisiaj rano
Nathan zaczął mnie obmacywać... – Powiedziałem znudzonym głosem, a
chłopak odsunął mnie od siebie na długość ręki, a jego twarz przybrała
wyraz: „what the fuck?" – I powiedział po tym, że szkoda, że jestem
chłopakiem. Jeszcze Kate powiedziała mi, że mnie kocha... – Przerwałem,
żeby wziąć głęboki oddech i poprawić włosy, które zaczynały nachodzić mi
na oczy. – Od rana wariatkowo. Matt, nawet nie wiesz jak cieszę się, że
cię spotkałem. – Dodałem jeszcze płaczliwym głosem, popatrzyłem wprost
na niego i przybrałem najsłodszy wyraz twarzy, jaki tylko potrafiłem
zrobić.
Blondyn
delikatnie złapał za mój podbródek i podniósł do góry, tak, żebym
spojrzał w jego brązowe oczy. Troszkę się przybliżył, a ja
znieruchomiałem. Nie wiedziałem, co chłopak chce zrobić, pocałować mnie,
przytulić, czy może coś jeszcze innego. Czekałem cierpliwie, ale Matt
wyglądał tak, jakby sam do końca nie wiedział, co chce zrobić. Po chwili
jednak uniósł rękę i delikatnie odgarnął włosy z mojego czoła, by
złożyć na nim delikatnego buziaka. Odsunął się lekko, tak, że nasze
twarze dzieliło może pięć centymetrów, i promiennie się uśmiechnął. Od
razu poczułem, że robi mi się gorąco. Matthew był taki kochany...
cieszyłem się, że mam takiego przyjaciela.
– Nie martw się
słodziaczku. Wszystko będzie dobrze. W weekend znów pójdziesz na jakąś
imprezę i będziesz mógł sobie ulżyć. – Zaśmiał się radośnie, ale nie
wiedzieć, czemu wyczuwałem w tym zdaniu lekką ironię. Brzmiało to, co
najmniej chamsko, tak jakby pomiędzy wierszami chciał mi dokopać za moje
zachowanie... tak jakby jemu też to przeszkadzało.
– Nie – Uciąłem krótko, w momencie, w którym chłopak chciał coś jeszcze dodać.
Brązowooki
zdziwił się i nie wiedział, co powiedzieć. Jego reakcja ani trochę mnie
nie dziwiła. Przecież w każdej innej sytuacji powiedziałbym, że ma rację
i temat by się zakończył, ale teraz było inaczej. Nie miałem
najmniejszej ochoty pieprzyć się z jakimś nieznajomym w klubie. Co była
mega dziwne i zdarzało się to tylko, kiedy byłem chory. Popatrzyłem na
blondyna i czułem jak do moich oczu napływają łzy. Nie wiedziałem, czemu
to wszystko się we mnie gromadzi. Jeszcze dziś rano nie pomyślałbym, że
mógłbym wypowiedzieć zdanie, które za chwile miało przejść przez moje
usta.
– Matt, ja już tak
nie chcę, ja naprawdę mam nasrane w głowie! – No i się stało. Pobeczałem
się. Nie wiem, dlaczego ale od zawsze była we mnie jakaś taka płaczka,
która rozklejała się w najmniej odpowiednich momentach i na
romantycznych filmach... – Chcę z tym wszystkim skończyć, znaleźć sobie
kogoś, zakochać się, uprawiać seks z kimś z miłości i zacząć układać
sobie pomału życie!
Przez łzy ledwo,
co wiedziałem, ale udało mi się dostrzec, że mój przyjaciel lekko się
uśmiecha, przeczesuje włosy dłonią tak, że zatrzymuję się dopiero na
karku i głośno wzdycha.
Zamknąłem oczy, by je przetrzeć, a w momencie, w
którym chciałem je ponownie otworzyć poczułem, że chłopak chwyta mnie
delikatnie za ramiona i przyciąga do siebie. Poczułem na swoich ustach
jego ciepłe i wilgotne wargi, które składają tam delikatny pocałunek.
Otworzyłem oczy zdziwiony. Ostatni raz całowałem się z nim prawie w
połowie gimnazjum i za nic nie spodziewałbym się tego pocałunku w takim
momencie. W sumie to, on nie chciał już ze mną tego robić, od kiedy
zacząłem chodzić na te wszystkie imprezy... wtedy nagle uznał, że skoro
jesteśmy przyjaciółmi to nie powinniśmy tego robić. A teraz nagle
wyskakuje z czymś takim.
Nie mogłem się ruszyć. Moje całe ciało było
sparaliżowane, ta jedna krótka chwila zdawała się trwać godzinę. Nie
mogłem zrozumieć, jakim cudem w ułamku tych kilku sekund przeszło mi
przez głowę tyle różnych myśli. Blondyn odsunął się, a moje serce
zaczęło przyspieszać i z trudem łapałem oddech.
– Matthew... –
Wydusiłem przez zaciśnięte gardło... i zasłoniłem usta dłonią. Nie
rozumiałem tego. Tyle razy w życiu się całowałem, że taki pojedynczy,
mały buziak nie powinien robić na mnie żadnego wrażenia, a jednak było
inaczej.
– Proszę, proszę. Kolejna ofiara? – Zapytał ktoś z dołu trybun.
Oboje szybko
odwróciliśmy się w tamtym kierunku. To był pan Griff, który stał na
płycie boiska i opierał się o barierki schodów prowadzących na trybuny.
Zastanawiałem się, od kiedy tam stoi, byłem zawstydzony tym, co mógł
widzieć i nie wiedziałem, co powiedzieć. Za to Matt wiedział, co zrobić.
Jak poparzony wstał z niebieskiego krzesełka, na którym siedział i
ruszył w kierunku czarnowłosego. Od razu wstałem i zatrzymałem
przyjaciela obejmując go od tyłu w pasie.
– Zostaw go Matt! – Powiedziałem stanowczo, ale to go nie kupiło.
– Nico, ta perfidna
świnia ośmieliła się nazwać ciebie obleśnym puszczalskim, więc ja nie
zamierzam mu tego darować... – Jego głos był niski i słychać w nim było
niepochamowaną złość. Dawno nie widziałem go w takim stanie. Miałem
wrażenie, że zaraz mi się wyrwie, pobiegnie na dół i rozgniecie gościa
na mokrą plamę, zwłaszcza, że dosyć dużo ćwiczył boks i był w tym
całkiem niezły. Raz widziałem jedną z jego walk na jakimś turnieju i
szczerze mówiąc jego przeciwnik nie wyglądał po wszystkim najlepiej...
– Widzę, że nie
zgadzasz się z moją opinią na temat tego młodzieńca. – Zaśmiał się
chamsko pod nosem. – W takim razie, albo jesteś głupi, albo nie do końca
wiesz, co wyprawia po nocach ten puszczalski chłopak w klubach.
– Wiem, co robi. –
Powiedział i podniósł wysoko głowę, jakby rozpierała go duma czy coś
takiego. – Nie pochwalam tego, ale Nico to lubi, a ja, jako jego
przyjaciel wspieram go we wszystkim, co robi.
– Fiu, fiu, oddany
przydupas... robi ci codziennie gratisową laskę, żeś taki posłuszny? –
Zapytał, a Matthew nawet nie zareagował. Spodziewałem się, że po czymś
takim już na sto procent pobiegnie tam i wybije mu zęby. On natomiast
odwrócił się do mnie i objął mnie jedną ręką w pasie.
– Mylisz się... – Zaczął powoli. – To, dlatego, że go kocham. – Dokończył zdanie bardzo poważnym tonem.
Czułem, że świat
zatrzymał się na chwile i zaczęło mi się mienić przed oczami. Zerknąłem
w dół i na twarzy nowego nauczyciela zobaczyłem zmieszanie. Wyglądał
tak, jakby właśnie przegrał jakąś bitkę. Nie wiedziałem, co robić czułem
na raz tyle emocji, że zaczęło kręcić mi się w głowie. Zobaczyłem tylko
czarne plamki pojawiające się na moim polu widzenia, świat zawirował i
nastąpiła ciemność.
-------------------------------------------------------------------------------
Brak komentarzy
Prześlij komentarz